2011-09-24

Wrocławski Dzień Bez Samochodu




22 września 2011 r. przeszedł do historii ;-)  jako Dzień bez Samochodu będący ukoronowaniem Europejskiego Tygodnia Zrównoważonego Transportu. Ideą tego przedsięwzięcia jest zwrócenie uwagi mieszkańców miast na ekologiczne środki transportu i próba zmiany ich komunikacyjnych przyzwyczajeń. Jak co roku tego wrześniowego dnia, można było skorzystać z wrocławskiej komunikacji miejskiej za darmo. Postanowiłem więc, że wyjątkowo nie pojadę do pracy rowerem, lecz tramwajem. Podróż komunikacją miejską zajmuje trochę więcej czasu, lecz nie jest to wielka uciążliwość, tym bardziej, że dojazd samochodem trwa jeszcze dłużej (nie licząc stresu i niepotrzebnych nerwów straconych np. na poszukiwanie wolnego miejsca do parkowania). Tak więc rower i samochód zostały w garażu.

Zaczęło się sympatycznie, kasowniki zostały zaklejone, więc nikt niepotrzebnie nie skasował biletu. Tłoku w tramwaju nie było. (Rano było jeszcze zbyt ciemno, poniższe zdjęcie zrobiłem wracając do domu).


Na wrocławianach Dzień Bez Samochodu nie zrobił wielkiego wrażenia. Kto codziennie jeździ na rowerze - ten korzystał z niego jak zwykle.





Liczba korzystających z komunikacji publicznej raczej nie wzrosła. A zmotoryzowani mieszkańcy jak każdego innego dnia stali w ulicznych korkach.




Przy okazji pochwalę się trochę - od 1997 r. systematycznie dojeżdżam do pracy rowerem, przejechałem w tym czasie ponad 50 tysięcy km (to znacznie więcej niż obwód Ziemi na równiku). Nigdy nie miałem najmniejszego wypadku czy incydentu drogowego, postanowiłem nie kusić już losu i na wszelki wypadek kupiłem sobie kask ;-). Używałem w sumie trzech rowerów - pierwszy kupiony jeszcze za komuny w PDT, drugi na targowisku na Niskich Łąkach za 100 PLN i trzeci, na którym jeżdżę do dzisiaj za 500 PLN w komisie.
Ze statystyk z programu Endomondo wynika, że przejechanie 15 km po mieście zajmuje mi średnio godzinę, czyli od 1997 r. jeździłem na rowerze przez ok. 3333 godziny, czyli jakieś 4 i pół miesiąca. Podczas spokojnej jazdy na rowerze człowiek zużywa ok. 300 kcal na godzinę.  Przez te lata spaliłem więc więc ok. 999900 kcal (prawie milion kilokalorii!). Na przebiegnięcie ostatniego półmaratonu (21096 m) potrzebowałem ok. 1650 kcal. Czyli do jazdy na rowerze zużyłem energię potrzebną do ukończenia 606 półmaratonów! Licząc 340 kcal na pączka można przyjąć, że do napędu roweru potrzebowałem energii zamkniętej w 2940 pączkach. :-) Mój samochód zużywa średnio 7 l/100 km (oczywiście gdybym jeździł dużo po mieście, zużycie paliwa znacznie by wzrosło, ale niech już tak zostanie), łatwo policzyć więc, że na przejechanie 50000 km potrzebuję ok. 3500 litrów benzyny (to mniej więcej tyle, ile mieści się w cysternie dostarczającej paliwo na stację)... musiałbym za to teraz zapłacić (przy cenie 5,25 PLN za litr) 18375 zł. Samochód niech zostanie w garażu, a ja do pracy dalej będę jeździł rowerem - tak po prostu jest szybciej, przyjemniej, bardziej ekologicznie i przy okazji nieco taniej. Nie trzeba też stać w korkach :-). 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz